Język polski

(PL) Wysyłanie i wylatywanie

Zaraz po warsztacie prowadzonym przez Arkę w ramach spotkania Taize wskoczyliśmy w samochód i pojechaliśmy do Wrocławia. Dotarliśmy tam na 21szą, w sam raz by zacząć imprezę Sylwestrową i powitać Nowy Rok wraz z naszą ‘ rodzimą wspólnotą’. Impreza była pierwsza klasa, dobra muzyka i jeszcze lepsze jedzenie (które jeszcze będzie spożywane przez kilka najbliższych dni jako że nie było sposobu by zjeść wszystko podczas jednej nocy) Sara przegapiła imprezę. Spała tak mocno, że nawet huki o północy nie były w stanie jej obudzić, co było trudne do uwierzenia, bo sztuczne ognie były naprawdę okazałe i bardzo głośne. Ja i Dominik poszliśmy spać okolo 1.30 w nocy, ale niektórzy bawili się do białego rana. Dlatego też śniadanie zjedliśmy skoro świt o 11tej. Zaraz po nim poszliśmy do kaplicy na modlitwę podczas której nasza rodzina została wysłana na misję do nowopowstałej wspólnoty Arki w Nyahururu. Otrzymaliśmy symboliczny prezent – odcisk stopy pielgrzyma, która będzie nam przypominać, że gdziekolwiek byśmy nie byli chcemy być pielgrzymami, nie turystami a podpisy ludzi którzy nas wysyłają będą nam przypominały gdzie jest nasz dom.

Wzieliśmy nasz syboliczny prezent i wyjechaliśmy do Krakowa, gdzie czekało nas ostateczne pakowanie i ważenie walizek ponieważ następnego ranka (dzięki mojej siostrze i jej koledze) nasze bagaże wyjechały samochodem do Warszawy byśmy mogli bez stresu i ciężarów podróżować z Sarą pociągiem.

Na sobotę mieliśmy zaplanowaną podróż do Zakopanego, gdzie Giovanni miał czekać na nas i odebrać produkty wyprodukowane w Kenii, które dla niego mieliśmy. W ostatniej chwili odwołal to spotkanie więc zastanawiliśmy się, czy jest sens jechać jeszcze do Rabki, czy po prostu zrobić sobie dzień wolny w Krakowie. Plan zmieniał sie 5 razy aż po piwie wszystko się wyklarowało. Sara została ze mną w Krakowie, Dominik pojechał do Rabki po moją Mamę i kilka pozostawionych tam rzeczy a Maurice pojechał do Warszawy… i dobrze się stało, bo dzięki jego kontaktom w Warszawie mieliśmy gdzie zostawić bagaże, bo u Bartka gdzie mieliśmy się zatrzymać nie było nikogo w domu przed 19.30. Aż trudno nam było uwierzyć spoglądając na mapę, że znajoma Maurice’a mieszka na sąsiedniej ulicy od mieszkania Bartka.

Ale rzeczywistość okazała się mniej piękna, bo ulica Żeromskiego gdzie mieszka Bartek z rodziną nie tylko nie jest na sąsiedniej ulicy, ale przede wszystkim w sąsiednim mieście (Piastowie) 😉

Dzisiaj odwiedziliśmy warsztat zwany ‘parter’ w którym poracują ludzie związani z projektem Arki w Warszawie i mieliśmy okazję, by podzielić się problemami i nadziejami związanymi z inicjatywami jakie podjęliśmy. Jeszcze tego samego wieczoru mieliśmy projekcję filmu o wspólnocie St.Martin po której rozgorzała się dyskusja w czasie kolacji dotycząca sytuacji w Kenii i Tanzanii. Ks. Hieronim Siwek SDS powiedział nam o swoich 40 latach pracy misyjnej w Tanzanii, który wraz z Maurice’m z Kenii porównywali historię i obecną sytuację w tych dwóch krajach- była to bardzo fascynująca dyskusja, nawet niezrozumiałe dla nas fragmenty rozmowy w suahili.

Zaraz po kolacji włożyliśmy już bagaże do samochodu, aby były gotowe do wyjazdu na lotnisko o 4tej rano i za jakieś pół godziny będziemy już smacznie spali, by łatwiej się rano wstawało. Prosimy o pamięć i modlitwę, aby podróż przebiegła sprawnie.

Następny wpis wyślemy już z Kenii.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s