Język polski

(PL) Przerwa Świąteczna

kliknij na zdjęcie aby obejrzeć galerię

Naprawdę chciałam spędzić ten tydzień z Sarą i uczestniczyć w organizowanych przez Effath’ę wydarzeniach. W środę zaplanowane były gry i konkurencje sportowe na terenie sąsiadującego z Arką pola golfowego, a w piątek miał być spacer na górę w lesie. W pozostałe dni osoby niepełnosprawne przychodzące do Arki tylko w ciągu dnia miały mieć wolne, a Effatha mogła cieszyć się chwilą zasłużonego spokoju. Ale niestety Sara się trochę pochorowała i nie mogliśmy uczestniczyć w tych wydarzeniach. Zdiagnozowano u niej malarię i jakąś infekcję grzybiczną. Diagnoza nas zaszokowała, bo Sara nie wyglądała wcale na chorą i była pełna życia, więc poważna choroba nie wchodziła w grę gdy poszliśmy z nią do przychodni. Po skontaktowaniu się z Rachael (Brytyjską lekarką, która pracowała i mieszkała ze swoimi małymi dziećmi w Kenii) i po rozmowie z lokalnym doktorem w szpitalu w North Kinangop zrozumieliśmy, że ze zwględu na trudności w diagnozowaniu małych dzieci wszystkie maluchy są traktowane jako mające malarię i infekcję bakteryjną, więc dostają tabletki anty-malaryczne i antybiotyk działający na niemal wszystkie możliwe infekcje bakteryjne u dzieci, więc instnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że po ich podaniu niezależnie od choroby dziecko wyzdrowieje. Oznacza to jednak, że nigdy się nie dowiemy, czy Sara rzeczywiście miała malarię, czy tylko była na nią leczona ‘tak w razie czego’.

Ponieważ postanowiliśmy nie wychodzić z Sarą w tym tygodniu, zdecydowaliśmy, że zamiast chodzić do Arki zaprosimy arkowiczów do nas na lunch w czwartek. Dzień był naprawdę piękny, więc postanowiliśmy zjeść lunch w ogrodzie. Wszyscy dobrze się bawiliśmy i nikt nie mógł uwierzyć, że Sara jest chora, bo całe popołudnie była gwiazdą imprezy bawiąc się z żółwiami i trójką dzieci z Talitha Kum, które zamieszkały na kilka dni z  Alessią w sąsiadującym z nami domu. To był naprawdę szczęśliwy tydzień dla Sary, bo zaraz po tym jak dzieci z Talitha Kum wróciły do siebie, Przyjechali inni goście z Nairobi: Paweł ze swoją żoną Caroline i dziećmi: Naomi (3 lata) i Neil (10 miesięcy).

W sobotę pokazaliśmy im hipopotamy, a następnego dnia odwiedziliśmy Effath’ę i centrum dla dzieci ulicy, z którego przespacerowaliśmy się nad wodospady. Znów mieliśmy piękny, słoneczny dzień i Sara była w siódmym niebie, że miała kogoś swojego wzrostu z kim mogła się bawić. Jedynym problemem było to, że kolejnego dnia złapała przeziębienie, a że symptomy przeziębienia i malarii są identyczne, znów trzeba było przejść przez proces leczenia Sary górą lekarstw. I znów Sara nabawiła się wręcz alergicznej reakcji na widok lekarstw, a nawet termometru. Na szczęście teraz pozostało tylko kilka dni z lekarstwami i powinna całkowicie wrócić do formy.

We środę poszliśmy na przyjęcie urodzinowe Ojca Gabriela. Jedzenie było pyszne, życzenia bardzo ciepłe, woda którą polano ojca Gabriele’a też. Ale dla Sary najbardziej intersujacym był jeden z prezentów jakie dostał ojciec Gabriele od dzieci z Talitha Kum: żywy kogut, który się wyrywał i wrzeszczał w niebogłosy. Także po raz pierwszy w jej życiu pękł balon gdy się nim bawiła. Spodziewaliśmy się wielkiego płaczu z powodu nagłego i głośnego huku, ale zamiast tego Sara z wytężeniem szukała balona wokół siebie nie rozumiejąc, że kawałki gumy na podłodze są pozostałością po zaginionym balonie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s