Język polski

(PL) Dni wolne

Co drugi dzień pozostawaliśmy w domu by nabrać sił na całodniowe wyprawy, ale nawet wtedy nasze dni były pełne wrażeń. Na początku odwiedziliśmy wspólnotę St.Martin. Po uczestniczeniu w cotygodniowym wtorkowym dzieleniu w kaplicy wspólnoty, Maurice wyjaśnił naszym rodzinom filozofię działania i podejście do ‘walki z biedą’ podjęte przez organizację oraz wprowadzi ich w pracę poszczególnych projektów. Nasi rodzice byli pod wrażeniem chociaż już trochę wiedzieli od nas o St.Martin. Ale oczywiście najwięcej czasu spędziliśmy w Effacie – w Arce. Sposób w jaki wspólnota ich uhonorowała na powitanie i na pożegnanie w czasie uroczystych kolacji i wspólnej modlitwy bardzo ich zaskoczył i wzruszył. Środowe Msze poranne w Arce też były ważnymi okazjami, by się przywitać i pożegnać z całą wspólnotą St.Martin, nie tylko z Arką.

Poza wizytą w St.Martin nasi rodzice zostali przedstawieni miejscowym hipopotamom i zobaczyli słynne wodospady Thompsona. Ponieważ dotarliśmy tam w niedzielne popołudnie (zaraz po wspaniałym lunchu jakim ugościł nas u siebie Maurice) czekała nas nas dodatkowa atrakcja: sesja zdjęciowa na wielbłądzie. Nikt się tego nie spodziewał, bo Nyahururu nie jest naturalnym środowiskiem dla wielbłądów – jest tu za zimno i za mokro. Warto dodać,że wsiadanie na wielbłąda i zchodzenie z niego może być prawdziwą przygodą. Ja i moja siostra mamy nawet zabawny krótki filmik nakręcony przy tej okazji.

Tradycyjnie też zaczeliśmy i zakończyliśmy nasz pobyt w Nyahururu od lunchu w Jim Rocku – naszej ulubionej niedrogiej, ale serwującej smaczne posiłki lokalnej restauracji. Ale na pyszną włoską kawę pojechaliśmy już do Tabor Hill (centrum rekolekcyjne prowadzone przez włoskiego księdza Raffael’a). Miejsce jest naprawdę malownicze i zadbane, więc jest idealnym miejscem na odpoczynek i modlitwę. Nic więc dziwnego, że większość dni skupienia, rekolekcji i szkoleń organizowanych przez St.Martin odbywa się właśnie tutaj. Byliśmy tam właściwie dwa razy: raz na kolację z Arką i raz w ciągu dnia, bo każdy chciał zdjęcia tego miejsca w świetle dziennym. Rodzice bardziej byli zachwyceni przyrodą, ale Sara wolała oglądać zwierzęta z gospodarstwa będącego częścią Tabor Hill.

Nasze rodziny spędziły dużo czasu w Marleen’s project, szczególnie w sklepie, w którym pracuje Dominik. Nie było łatwo wybrać pamiątki, bo wybór był wielki. Szczególne było także to, że można było widzieć przy pracy osoby które wykonały kupiony przedmiot a nawet zamówić sobie coś ‘na życzenie’.

Tak więc nasze tzw. ‘dni wolne’ nie były nudne zwłaszcza, że zabawa z Sarą wypełniła pozostały czas, a właściwie zajmowała cały czas dziadków, którzy przyjechali tutaj głównie dla niej. No i opłacało się, Sara w ich obecności postawiła swoje pierwsze kroki. To dopiero był wieczór! Można też obejrzeć wideo nakręcone kolejnego dnia: Sara walking – video. Przyjemnego oglądania.

One thought on “(PL) Dni wolne

  1. Kochani, super, że to wszystko opisujecie. Mogłabym co chwile znów czytać i wspominać wszystkie nasze wyprawy i dno wolne, które też były pełne akcji (np. z wielbłądem). Jeszcze raz dziękuję, że mogłam z Mamą do Was polecieć i to wszystko przeżyć. Całusy :*

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s