Język polski

(PL) Nasz pierwszy tydzień w Polsce

kliknij na zdjęcie, by zobaczyć galerię

Ponieważ nasz lot z Nairobi był opóźniony, musieliśmy spędzić na lotnisku dziewięć godzin, które wydawały się najdłuższymi godzinami w moim życiu. Sara była tak podekscytowana, że pierwsze siedem godzin spędziła w nieustannym ruchu biegając po lotnisku i bawiąc się bez przerwy. Na szczęście potem padła i reszta podróży była spokojniejsza. Sara spała w samolocie, a w czasie przesiadki w Amsterdamie chodziła po udekorowanym lotnisku z rozdziabiona buzią powtarzając angielskie słówko ‘nice’ (=ładnie)przy każdej choince. Podczas lotu do Warszawy też spała i rozbudzona powitała polskie mrozy, ale i tak zniosła je lepiej niż Janet, która przeżyła bardzo 30to stopniową różnicę temperatur pomiędzy Kenią, a Polską. Rozgrzało nas jednak szybko ciepłe powitanie w Warszawie. Następnego dnia uczestniczyliśmy w rekolekcjach adwentowych zorganizowanych przez ‘Chatę z pomysłami’ – jeden z zaprzyjaźnionych projektów warszawskiej wspólnoty L’Arche. I po południu podzieliliśmy się z uczestnikami rekolekcji naszym doświadczeniem życia w Kenii i naszej pracy we wspólnocie. Dzień był bardzo udany zwłaszcza, że mogliśmy spotkać dawnych znajomych i inne osoby którym bliskie są wspólnoty L’Arche. Następnego dnia już podróżowaliśmy do Swarzędza, gdzie na dwie noce zatrzymalismy sie u Księdza Olka –naszego znajomego, który udzielał nam ślubu i ochrzcił Sarę. Był to dla nas czas relaksu mimo, że był to też czas pracowity, bo nie dość, że udzieliliśmy wywiadu do lokalnej telewizji to jeszcze ‘skoczyliśmy’ do Poznania, gdzie odwiedziliśmy warsztaty i dom L’Arche na Żytniej, gdzie w czasie wieczornej modlitwy wspólnotowej przedstawiliśmy naszą prezentację o naszym życiu i misji w Kenii.Znowu okazało się, że prezentacja zajęła więcej czasu niż planowaliśmy, bo dużo jest do opowiadania, a pytania się nie kończą. Kolejny dzień to znów podróż. Tym razem na raty, bo po drodze do Wrocławia zatrzymalismy się u rodziców Dominika na obiedzie i przyjęciu urodzinowym Antka – kuzyna Sary. Sara nie mogła wyjść z podziwu widząc pokój Antka i jego zabawki, a my nie potrafiliśmy oderwać się od domowego polskiego jedzenia. Wieczorem przybyliśmy do Wrocławia, gdzie spędziliśmy trzy dni zanim polecieliśmy do Wielkiej Brytanii. Sara zastała serdecznie powitana szczególnie przez Jacka – swego Ojca Chrzestnego – i tak zafascynowana powrotem do tej wspólnoty, że poszła spać dopiero po północy… i podobnie w kolejne wieczory (cała rutyna snu jej się poprzestawiała)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s