Język polski

(PL) Biegając po Wrocławiu i Krakowie

kliknij na zdjęcie, by zobaczyć galerię

Podczas naszego pobytu we Wrocławiu Dominik i Janet spędzili mnóstwo czasu na warsztatach ‘ Muminki’ gdzie pracując w różnych pracowniach uczyli się jak powstaje papier czerpany, na czym polega technika ‘decoupage’  i podglądnęli trochę pomysłów na zajęcia warsztatowe w Kenii. Natomiast ja i Sara spędziłyśmy czas w domu z Jackiem – Ojcem Chrzestnym Sary, który bardzo się o nią troszczył i przemawiał do niej kiedy tylko była ku temu okazja. (więcej o Chrzestnym naszej córki można znaleźć na stronie internetowej L’Arche Wrocław: www.larche.org.pl)

Najbardziej wzruszające były momenty w kaplicy, gdy podczas modlitw wspólnoty Jacek modlił się za swoją chrześnicę i za całą naszą rodzinę. Sara ma naprawdę szczęście, że ma takiego Chrzestnego i że jej drugim domem jest L’Arche, bo wszyscy członkowie wspólnoty chcę się z nią bawić.

Pewnego dnia Ania (ta z Etiopii, którą poznaliśmy w Nyahururu) i Janet ugotowały dla wszystkich posiłek Kenijski z produktów które ze sobą przywieźliśmy. Ugali, kapucha i kurczak okazały się dobrym wyborem – wszytko smakowało!

Mieliśmy też szczęście, że Alice (Francuska, nasza znajoma z St.Martin) zdołała do nas dotrzeć tej zimy. Fakt, że przyleciała i wyjechała z Polski jeszcze przed świętami bez większych kłopotów było niemal cudem, bo informacje o zamkniętych lotniskach były na topie przez ponad tydzień. Ona też razem z Przemkiem (asystentem we Wrocławiu, który był w L’Arche we Francji) ugotowała francuski posiłek dla wspólnoty. Tak jak w pozostałych wspólnotach nie obyło się bez dnia w którym dzieliliśmy się naszymi doświadczeniami z Kenii. Dobrze się złożyło, że tym razem Janet, Ania i Alice mogły być z nami. (więcej o naszej prezentacji można znaleźć na stronie internetowej L’Arche Wrocław) Dzień później już podróżowaliśmy do Krakowa zatrzymując się po drodze u rodziców Ani na uroczystym obiedzie. Był to też czas na kolejne wspomnienia wspólnych chwil w Kenii. W Krakowie zatrzymaliśmy się u mojej siostry Bogusi. W tym czasie większość z nas kaszlała lub przynajmniej miała ból gardła, ale ludzie nastawieni na zwiedzanie prosto po wizycie u lekarza wyruszyli na miasto. Udało im się zobaczyć miasto w świetle dnia i po zmroku, odwiedzić kopalnię soli w Wieliczce, a nawet pojechać do Oświęcimia. Wszystko to było możliwe dzięki naszemu przyjacielowi Pawłowi, który przejął rolę przewodnika po mieście, które zna jak własna kieszeń – bardzo nam to pomogło, bo chorując sami nie bylibyśmy najlepszymi przewodnikami.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s