Język polski

Jean Vanier – Kopernik naszych czasów

Kilka miesięcy temu Agnieszka została poproszona o napisanie artykułu o Jeanie Vanier dla kwartalnika eSPe. Artykuł ukazał się dość niedawno, i w naszym blogu także chcielibyśmy się z Wami podzielić kilkoma myślami na temat założyciela wspólnot L’Arche. Jeśli ktoś jest zainteresowany nabyciem kwartalnika eSPe w którym ukazał się artukuł zapraszam na stronę: http://zixo.pl/espe_nr_98

JEAN VANIER – KOPERNIK NASZYCH CZASÓW

Przewrót kopernikański w swojej istocie nie był nowym odkryciem, jak się powszechnie uważa, a jedynie nowym uzasadnieniem twierdzeń znanych od osiemnastu stuleci. Przewrót polegał na odwadze myślenia i przeciwstawieniu się panującym fałszywym poglądom. Tego samego dokonał Jean w dziedzinie „pomagania ubogim”. Usłyszał on od jednego z biskupów:

Wy w L’Arche jesteście odpowiedzialni za przewrót kopernikański. Do tej pory mówiliśmy, że należy pomagać ludziom ubogim. A wy mówicie, że to ubodzy pomagają nam.-

Zwykle pomoc ubogiemu widziana jest jako jednostronny akt dobra ze strony ‘bogatego’ w kierunku ‘ubogiego’. Bardzo wygodne podejście zabieganego chrześcijanina do zapewnienia sobie zbawienia i poprawienia swojego wizerunku w oczach innych i swoich własnych: odziać i nakarmić bezimiennego biednego.

Jean też podobnie zaczął: działając z impulsu serca zaprosił w sierpniu 1964 roku trzy osoby z niepełnosprawnością intelektualną pod swój dach. Zaprosił tych najbardziej nieszczęśliwych, bo było mu ich żal. Dany nie przetrwał nawet pierwszej nocy. Za dużo zmian. No cóż, Jean przekonał się, że, nie zawsze wiemy, co jest dla innych najlepsze. Dany wrócił do zakładu opiekuńczego, ale Philippe i Raphael zostali z Jeanem pomagając mu odnaleźć sens życia i budując prawdziwy dom.

Jean szukał sensu od samego początku. Urodził sie w 1928 r w Genewie, w rodzinie 19-go Gubernatora Generalnego Kanady. Musiał się naprawdę starać, by nie być widzianym jedynie jako syn wielkiego człowieka. Georges Vanier był niezwykły, nie tylko ze względu na swoją funkcję, ale ze względu na swój charakter i charyzmę.

Jean w wieku 13 lat oznajmnił ojcu, że chce pójść do szkoły oficerskiej. Oczywiście ojciec nie był zachwycony, ale widząc zapał Jeana powiedział mu, że skoro czuje w sercu, że jest to jego powołanie powinien iść za głosem serca. Ta rozmowa z ojcem była jednym z kluczowych momentów życia Jeana. Po pierwsze przekonał się, że ojciec mu ufa, po drugie usłyszał zdanie, którego już zawsze się trzymał: podążaj za głosem serca!

Od początku wszyscy wróżyli Jeanowi szybką karierę w marynarce. Jednak gdy skończył szkołę oficerską ogarnęły go watpliwości, czy jest to jego powołanie. I tu z pomocą przyszła mu matka. Skontaktowała go wtedy z niezwykłym człowiekiem, który pewnego dnia poprosił ją o pomoc w finansowaniu swojej wspólnoty o nazwie ‘Eau vive’ [woda życia]. Była to dość nowatorska inicjatywa jak na owe czasy, ponieważ zgłębianie teologii i formacja duchowa zarezerwowana była jedynie dla osób duchownych. Dominikanin ojciec Thomas Philippe zrobił wielkie wrażenia na Madame Vanier. Czuła, że może pomóc też jej synowi. Miała rację. Spotkanie z ojcem Thomasem, dołączenie do jego wspólnoty i długoletnia przyjaźń z nim były kluczowe w życiu Jean’a.

Jean zrezygnował z kariery wojskowej w 1950 roku i poświęcił się całkowicie teologii i filozofii. Oprócz studiów na Uniwersytecie Katolickim w Paryżu aktywnie brał udział w życiu wspólnoty ‘Eau vive’. Była to mieszanka ludzi różnych kultur i religii. Poza tym formacja duchowa ojca Thomasa Philippe była wyjątkowa. Wierzył on, że to co najbardziej w nas ludzkie nie oddala nas od Boga, ale pozwala nam lepiej poznać jego miłość do nas. W pewnym sensie im bardziej rozumiemy na czym polega nasze człowieczeństwo, tym bliżej jesteśmy tego co boskie. Jest to oczywiście uproszczenie nauczania ojca Thomasa, ale ten kierunek ukształtował Jeana. Podejście Ojca Thomasa pomogło mu stąpać mocno po ziemi nadal trzymając głowę w chmurach. Jean czuł, że jest to dobry kierunek.

Niestety nie wszyscy rozumieli i docenili Ojca Thomasa. Był to czas przedsoborowy. Czas wielkich zmian w Kościele Katolickim, ale niestety dla niektórych także i czas wielkiej polityki. Ojciec Thomas stał się ofiarą tej polityki i musiał odejść. Zniknął z życia publicznego i kościelnego na 10 lat. Jean kontynuował studia, też chciał zostać kapłanem, ale powiedziano mu, że musi całkowicie zerwać kontakt z ojcem Thomasem. Jean głęboko w sercu czuł, że nie może zrezygnować z tej przyjaźni i duchowego wsparcia. Pamiętał też słowa swojego ojca, by zawsze podążać za głosem serca. Postanowił, że nie zostanie kapłanem, ale nie zrezygnował z teologii. Minęło trochę czasu, Jean obronił swoją pracę doktorską w 1963 i od razu dostał pracę jako wykładowca na uniwersytecie w Toronto. Tutaj zaczął kwitnąć. Mówił o teologii z perspektywy jaką zaszczepił w nim ojciec Thomas. Studenci pchali się na jego wykłady drzwiami i oknami. Jego kariera uniwersytecka była oczywista, a Jean odkrył swój kolejny dar: przemawiania i docierania do ludzkich serc.

Rodzice Jean’a wreszcie odetchnęli. Trochę się już o niego martwili. Jego rodzeństwo dawno się ustatkowało, tylko Jean pomimo swoich 35 lat nie umiał znaleźć swojego miejsca w życiu. Nareszcie widzieli szanse stabilizacji dla Jeana. Był przecież w swoim żywiole. I była to prawda, ale tylko na początku. Im lepiej przygotowywał swoje wykłady i im głębiej wchodził w to o czym mówił, tym bardziej widział, że nie żyje w pełni tym co głosi. Podzielił się tą obawą ze swoim starym przyjacielem. W tym czasie ojciec Thomas był kapelanem małego zakładu opiekuńczego w Trosly – niewielkiej wiosce pod Paryżem – i jak wspomniał Jeanowi: –coś tu odkrył-. Zaprosił więc Jeana, by go odwiedził, bo może i on coś odkryje.

Jean przyjechał i to co zobaczył go przeraziło. Ogrom ludzkiego cierpienia, kraty w oknach, życie a raczej wegetacja bez nadziei, agresja jako jedyna droga komunikacji i pokazania, że się istnieje. Trochę za dużo jak na pierwszą wizytę, przecież miał teraz swoje zmartwienia. Jednak szybko zrozumiał, że to co przeżywają ci ludzie jest dokładnie tym, co on teraz przeżywa. Tak samo jak on szukają nadziei. Nie czuł się jednak kompetentny by cokolwiek zrobić. Po co ojciec Thomas go tu zaprosił? Ojciec Thomas też nie miał odpowiedzi. Wiedział tylko, że w jakiś cudowny sposób kontakt z tymi zapomnianymi przez świat ludźmi pomógł mu wyjść z jego depresji, pomógł zrozumięć lepiej swoje własne przemyślenia sprzed lat i popchnął go znowu do pisania, do życia. Jean odjechał myśląc co dalej…

Wrócił po roku z konkretnym planem zamieszkania z kilkoma ‘potrzebującymi’. Były to lata 60-te,  więc nie trzeba było dużo, by wspólnota urosła. Młodzi ludzie zaczęli napływać z całego świata. Początki nie były łatwe. Głównie gotowanie im nie szło, ale sąsiedzi pomagali. Kiedyś nawet przesłali pocztą kotlety. Jean nazwał swoją wspólnotę L’Arche [arka]. Nazwa od razu mu się spodobała, bo arka pływa po ‘wodzie życia’, bo daje schronienie, a jednocześnie nie kojarzy się ze skostniałą stabilizacją. A najważniejsze, że arka to znak nadziei, bo wtedy Bóg zawarł z ludzkością pierwsze Przymierze. Przymierze to ważne słowo we wspólnotach L’Arche. Oznacza ‘bycie razem’, nawet więcej – ‘bycie jednością’ jeśli zrozumiemy że Bóg nie tylko daje nam Swego Syna, który jest jednym z nas ludzi, ale daje nam Swego Ducha, który jest częścią nas. Jean odkrył, że mieszkanie z ‘potrzebującymi’ przemieniło jego życie. Przemiana była możliwa, bo pozwolił się poznać nie jako syn wielkiego człowieka, słynny teolog i pisarz chrześcijański, ale jako Jean, który nie umie gotować, używa trudnych słów i nie uzewnętrznia swoich emocji tak łatwo jak jego współmieszkańcy.

Początkowe poczucie litości przekształciło się w prawdziwe braterstwo. Zbudowali oni relacje w oparciu o to co ich łączy, nie o to co dzieli. Paradoksalnie połączyły ich słabości i niedoskonałości, których tak się wszyscy wstydzimy. Ale to one czynią nas niepowtarzalnymi i w pełni ludźmi. ‘Ubodzy’ potrafią pokazać nam nasze dary i nasze słabości, umieją bezwarunkowo zaakceptować nas takimi jacy jesteśmy, pomagają nam odkryć prawdę o sobie i zaakceptować ją. Są nam naprawdę potrzebni. A my jesteśmy im potrzebni dokładnie z tego samego powodu: żeby pomóc im odkryć kim są. Zwykle znają swoje słabości, ale nie są świadomi swoich darów. Pomagamy im uwierzyć w siebie, bo dzięki nam odkrywają,że też komuś mogą pomóc. I nie jest to wzajemne mydlenie sobie oczu – wspólnota to miejsce, gdzie współzależność jest realną rzeczywistością. W centrum wspólnoty są zawsze ci, którzy najbardziej potrzebują pomocy i prawda jest taka, że każdy członek L’Arche wcześniej, czy później jest w centrum.

Prosta prawda, tak jak ta, że ziemia nie jest w centrum wszechświata. Może trochę trudno tę prawdę zaakceptować, może czasem jest niewygodna. I oczywiście Jean nie jest pierwszy, który ją odkrył. Znamy wielu ludzi, którzy pracowali z ubogimi. Też nam mówili, że praca z ubogimi ich przemienia, że to nie oni są bohaterami, lecz ci, którzy pozwolili im dotknąć swoich ran, ale nie słuchaliśmy. Zrobiliśmy z nich przykłady poświęcenia i skromności zamiast posłuchać tego co naprawdę odkryli.

Kopernik miał siłę przebicia. Jako biskup i naukowiec miał szansę na zmianę porządku świata i przeciwstawienie się utartym poglądom. Jean też ma siłę przebicia. Pochodzi ze świata ‘bogatych i sławnych’, mieszka i żyje w świecie ‘biednych’, a jako sławny i szanowany pisarz, filozof, teolog i myśliciel umie nazywać rzeczy po imieniu. Obyśmy tylko potrafili uwierzyć w jego przesłanie zamiast podziwiać go za jego talent pisarski, wielkie serce, poświęcenie i skromność.

*jeśli przesłanie nadal wydaje ci się zbyt abstrakcyjne zostań wolontariuszem we wspólnocie L’Arche. Jeden rok w tej niezwykłej szkole życia, w której wykładowcami są ci, którzy zwykle nie mają głosu pomoże ci lepiej poznać siebie i odkryć twoje powołanie.

Agnieszka Karolak

One thought on “Jean Vanier – Kopernik naszych czasów

  1. Witam serdecznie!

    Miałam możliwość być przez 3 miesiące we wrocławskiej wspólnocie L’Arche, później niestety zaczęłam inną pracę, ale doświadczenia niezwykle ubogacające duchowo! O Arce i refleksjach związanych z pobytem już wkrótce na moim blogu: http://potrzecie.blogspot.com/ Jest mi bardzo miło, że mogę gościć tutaj, bo to, co czytam jest mi bardzo bliskie.

    Gorąco pozdrawiam!
    Karolina

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s